|
|
Diety w delegacji
Pewnego razu przyszła do nas klientka z pytaniem, jak powinna rozliczyć delegację. Właściwie był to chyba wyjazd wypoczynkowy, połączony z jakimś tam załatwianiem spraw okołosłużbowych.
Zaczęło się wyjaśnianie, że musi zbierać rachunki, faktury itd. A potem będziemy jej wyliczali diety z tej delegacji, wrzucali w koszta itd..
Na hasło "diety" kobieta wyraźnie się spięła, zaczarwieniła, a w oczach pojawiła się najpierw niepewność, a potem złość. I zaczęła się awantura, że o co chodzi, że co my jej tu, że jak w ogóle. I że ona rozmówić się o tym z naszą szefową.
Po rozmowie z szefową wyszła ugłaskana, ale ciągle czerwona. Nawet na nas nie spojrzała. Nigdy więcej nie pojawiła się w naszym biurze. Po jakimś czasie szefowa wygadała się, że słysząc słowo "diety" kobiecina myślała, że chcemy ją odchudzać!
Na szczęście szefowa niespecjalnie tęskniła za tą klientką. Podobno już wcześniej były różne problemy, awantury i nieporozumienia. Szefowa skwitowała je jednym słowem: menopauza.
|